Plac Mariacki i Nowy Ratusz
Środek placu zajmuje złota figura Maryi na wysokiej kolumnie. Nad wszystkim góruje neogotycki Nowy Ratusz z przełomu XIX i XX wieku, sto metrów fasady obsadzonej rzeźbami, wśród nich Henryk Lew, założyciel miasta.



Dzień 1 · 12–13.09·W trasie
Monachium jest tu przystankiem technicznym, który przy okazji jest miastem. Pierwszy dzień kończy się w Bawarii, jeszcze przed Alpami, dzięki czemu na Brenner wjeżdżamy następnego ranka wypoczęci, a nie po całym dniu za kierownicą.
Na zwiedzanie zostaje pół dnia, więc plan sam się układa: wszystko, co warto zobaczyć w tym czasie, mieści się na Starym Mieście w promieniu kilkunastu minut spaceru od Placu Mariackiego.
Sercem monachijskiego Altstadt jest Plac Mariacki. To z niego wychodzi się do katedry, do Starego Ratusza i na targ, i to on wyznacza rytm półdniowej wizyty — o pełnych godzinach ściąga tłum pod wieżę zegarową.
Środek placu zajmuje złota figura Maryi na wysokiej kolumnie. Nad wszystkim góruje neogotycki Nowy Ratusz z przełomu XIX i XX wieku, sto metrów fasady obsadzonej rzeźbami, wśród nich Henryk Lew, założyciel miasta.
Na wieży ratuszowej codziennie o 11:00 i 12:00 (od marca do października dodatkowo o 17:00) ruszają tańczące figurki i dzwony. Przedstawienie trwa kilkanaście minut. Windą wjeżdża się na taras na wysokości ponad 80 metrów.
Na taras trzeba wcześniej zarezerwować okno czasowe — online albo w punkcie informacji turystycznej.
Katedra Najświętszej Marii Panny robi wrażenie przede wszystkim rozmiarem; wnętrze jest zaskakująco surowe. W środku stoi masywny cenotaf Ludwika IV Bawarskiego, pierwszego cesarza rzymskiego z rodu Wittelsbachów.
Niepozorny budynek tuż obok Nowego Ratusza, dziś muzeum miejskie. Przy bocznej ścianie stoi pomnik Julii, prezent od Werony, miasta partnerskiego. Drugi punkt widokowy w okolicy jest na wieży kościoła św. Piotra.
Kilka kroków od Placu Mariackiego działa całodzienny targ spożywczy z ogródkiem piwnym pośrodku, a nieco dalej najbardziej znana monachijska piwiarnia. Dobre miejsce na przerwę, jeśli po drodze zabrakło obiadu.
Pierwszy dzień celowo krótszy. Nocleg w Bawarii, jeszcze przed Alpami, żeby nie wjeżdżać na Brenner po całym dniu za kierownicą.
Na zwiedzanie zostaje pół dnia i wszystko, co warto w tym czasie zobaczyć, mieści się na Starym Mieście w promieniu kilkunastu minut spaceru od Placu Mariackiego. O 11:00 i 12:00 rusza Glockenspiel na wieży ratuszowej; windą wjeżdża się na taras widokowy, ale okno czasowe trzeba zarezerwować wcześniej.



Przełęcz Brennera w niedzielny poranek i Werona po drodze. To jedyne przejście przez Brenner w tym wariancie — powrót idzie inną trasą.
Historyczne centrum jest na liście UNESCO, a miasto nosi tytuł „Miasta Renesansu”. Wszystko leży blisko siebie: zamek w fosie, katedra naprzeciwko ratusza i średniowieczna Via delle Volte z krytymi pasażami. Uwaga na dni zamknięcia, zamek nie działa we wtorki, muzeum katedralne w poniedziałki.



Najdłuższy odcinek na południe: Bolonia, Rzym, Neapol. Meldunek na cztery noce, do 18 września nic się nie pakuje. Baza stoi po neapolitańskiej stronie Wezuwiusza, nie na półwyspie sorrentyńskim.
Cztery noce w jednym miejscu to główna zaleta tego wariantu — przez trzy kolejne dni nic się nie pakuje. Torre del Greco leży między Neapolem a Pompejami, praktycznie u podnóża wulkanu: pod krater i do Neapolu jest stąd blisko, do Positano wyraźnie dalej. Samo miasteczko żyje z rzemiosła koralowego i kamei, które sięga tu czasów rzymskich.



Pętla autem z bazy: najpierw krater Wezuwiusza, po południu ruiny Pompejów, wieczorem powrót do tego samego apartamentu. Z Torre del Greco stoimy praktycznie u podnóża wulkanu.
Kolejność wyznacza bilet: na krater rezerwuje się konkretną godzinę i kupuje trzydzieści dni wcześniej. Wyjazd o 8:45, parking pod Wezuwiuszem koło 9:15, wejście na krater między 10:00 a 10:30, po południu Pompeje od strony Piazza Anfiteatro.



Wyjazd do Neapolu i powrót tego samego dnia. To najkrótszy dojazd w całym wyjeździe — miasto zaczyna się kilkanaście kilometrów dalej wzdłuż zatoki.
Z Torre del Greco to niecałe pół godziny wzdłuż zatoki, więc na samo miasto zostaje niemal cały dzień. Największym problemem organizacyjnym jest tu auto — dlatego lista parkingów strzeżonych jest na tej podstronie ważniejsza niż lista zabytków.



Najdalszy i najbardziej wymagający wypad z bazy. Dojazd prowadzi przez półwysep sorrentyński i najtrudniejszy odcinek Amalfitany, więc to wyprawa na dobrą część dnia, nie skok na pół dnia.
Z Torre del Greco trzeba objechać zatokę, przeciąć półwysep sorrentyński i dopiero potem wjechać na wąską SS 163 — ten odcinek jest najgorszy z całej drogi. Centrum miasteczka jest wyłącznie piesze, a droga okrąża je od góry, więc auto zostaje na jednym z dwóch płatnych parkingów przy Viale Pasitea. Amalfi, Ravello i Capri leżą poza planem, ich opisy trzymamy na podstronie jako materiał do decyzji, nie jako dzień wyjazdu.



Powrót inną trasą niż dojazd, przez Rzym i Bolonię. Droga do domu rozbita na trzy krótsze dni zamiast dwóch długich.
Sens tego przystanku jest głównie logistyczny, ale przy okazji zostaje wieczór i poranek w mieście z jednym z najstarszych uniwersytetów w Europie i freskami Giotta w kaplicy Scrovegnich.



Krótki odcinek przez Alpy, innym przejściem niż Brenner i w sobotę, więc z mniejszym ruchem. Ostatni nocleg przed dojazdem do Warszawy.
Ostatni nocleg wyjazdu. Następnego dnia zostaje już tylko najdłuższy przejazd powrotny — 859 kilometrów przez Wiedeń, Brno i Katowice. W notatkach nie ma opisu samego Grazu, więc podstrona czeka na uzupełnienie.

Ostatni i najdłuższy dzień powrotu — przez Wiedeń, Brno i Katowice do Warszawy.