Basilica di Santa Croce
Najważniejszy zabytek miasteczka i naturalny punkt startowy spaceru po centrum.
Według notatek bazylika zamyka się o 12:30 i otwiera ponownie o 16:30. Popołudniowa przerwa jest tu regułą, nie wyjątkiem.



Dzień 3–7 · 14–18.09·Baza wyjazdu
Torre del Greco jest bazą całego wyjazdu. Meldujemy się 14 września i do 18 nie ruszamy bagaży. Trzy dni w środku to wypady autem, po których wracamy do tego samego apartamentu.
Miasteczko leży u podnóża Wezuwiusza, po neapolitańskiej stronie góry, między Neapolem a Pompejami. To zupełnie inny punkt niż półwysep sorrentyński: pod krater i do Neapolu jest stąd blisko, do Positano wyraźnie dalej.
Ta baza jest wybrana pod logistykę, nie pod widoki. Wezuwiusz z Pompejami i Neapol są w zasięgu krótkiego dojazdu, a apartament z kuchnią i pralką sprawia, że cztery noce w jednym miejscu działają naprawdę jak baza, a nie jak kolejny hotel. Wyżywienia nie ma w cenie, więc pierwszego wieczoru wypadają zakupy.
Samo miasteczko ma przy tym jedną bardzo konkretną specjalność: rzemiosło koralowe i kamee, uprawiane tu od czasów starożytnego Rzymu. To nie jest turystyczna dekoracja, tylko przemysł, wokół którego to miasto wyrosło.
Najważniejszy zabytek miasteczka i naturalny punkt startowy spaceru po centrum.
Według notatek bazylika zamyka się o 12:30 i otwiera ponownie o 16:30. Popołudniowa przerwa jest tu regułą, nie wyjątkiem.
Zbiór misternej biżuterii pokazujący tradycję sięgającą czasów rzymskich. Najprostszy sposób, żeby zrozumieć, z czego to miasto żyje, i jedyne miejsce w całym wyjeździe, w którym rzemiosło jest tematem samym w sobie.
Raz w roku miasteczko wypełniają targi ściągające rzemieślników i zbieraczy z całego regionu.
Terminu nie ma w notatkach, trzeba go sprawdzić osobno, zanim ktokolwiek zaplanuje pod niego dzień.
Willa na stoku Wezuwiusza, w której mieszkał Giacomo Leopardi i w której powstał jego późny poemat „La ginestra”, o janowcu porastającym zastygłą lawę. Dziś dom pamięci poety.
Wzdłuż starej drogi z Neapolu przez Ercolano do Torre del Greco ciągnie się Miglio d’Oro, czyli Złota Mila: pas XVIII-wiecznych willi wezuwiańskich, które neapolitańska arystokracja stawiała w ślad za pałacem Karola Burbona. Część stoi zaniedbana, kilka odrestaurowano.
Sorrento leży po drugiej stronie Wezuwiusza, ~37 km stąd, i w tym wariancie nie ma tam ani noclegu, ani własnego dnia. Zostaje jako miasto po drodze: droga na Positano i tak przecina półwysep tuż obok. Notatki opisują je najobszerniej ze wszystkich miast, więc opis stoi w całości na osobnej podstronie.


Pierwszy dzień celowo krótszy. Nocleg w Bawarii, jeszcze przed Alpami, żeby nie wjeżdżać na Brenner po całym dniu za kierownicą.
Na zwiedzanie zostaje pół dnia i wszystko, co warto w tym czasie zobaczyć, mieści się na Starym Mieście w promieniu kilkunastu minut spaceru od Placu Mariackiego. O 11:00 i 12:00 rusza Glockenspiel na wieży ratuszowej; windą wjeżdża się na taras widokowy, ale okno czasowe trzeba zarezerwować wcześniej.



Przełęcz Brennera w niedzielny poranek i Werona po drodze. To jedyne przejście przez Brenner w tym wariancie — powrót idzie inną trasą.
Historyczne centrum jest na liście UNESCO, a miasto nosi tytuł „Miasta Renesansu”. Wszystko leży blisko siebie: zamek w fosie, katedra naprzeciwko ratusza i średniowieczna Via delle Volte z krytymi pasażami. Uwaga na dni zamknięcia, zamek nie działa we wtorki, muzeum katedralne w poniedziałki.



Najdłuższy odcinek na południe: Bolonia, Rzym, Neapol. Meldunek na cztery noce, do 18 września nic się nie pakuje. Baza stoi po neapolitańskiej stronie Wezuwiusza, nie na półwyspie sorrentyńskim.
Cztery noce w jednym miejscu to główna zaleta tego wariantu — przez trzy kolejne dni nic się nie pakuje. Torre del Greco leży między Neapolem a Pompejami, praktycznie u podnóża wulkanu: pod krater i do Neapolu jest stąd blisko, do Positano wyraźnie dalej. Samo miasteczko żyje z rzemiosła koralowego i kamei, które sięga tu czasów rzymskich.



Pętla autem z bazy: najpierw krater Wezuwiusza, po południu ruiny Pompejów, wieczorem powrót do tego samego apartamentu. Z Torre del Greco stoimy praktycznie u podnóża wulkanu.
Kolejność wyznacza bilet: na krater rezerwuje się konkretną godzinę i kupuje trzydzieści dni wcześniej. Wyjazd o 8:45, parking pod Wezuwiuszem koło 9:15, wejście na krater między 10:00 a 10:30, po południu Pompeje od strony Piazza Anfiteatro.



Wyjazd do Neapolu i powrót tego samego dnia. To najkrótszy dojazd w całym wyjeździe — miasto zaczyna się kilkanaście kilometrów dalej wzdłuż zatoki.
Z Torre del Greco to niecałe pół godziny wzdłuż zatoki, więc na samo miasto zostaje niemal cały dzień. Największym problemem organizacyjnym jest tu auto — dlatego lista parkingów strzeżonych jest na tej podstronie ważniejsza niż lista zabytków.



Najdalszy i najbardziej wymagający wypad z bazy. Dojazd prowadzi przez półwysep sorrentyński i najtrudniejszy odcinek Amalfitany, więc to wyprawa na dobrą część dnia, nie skok na pół dnia.
Z Torre del Greco trzeba objechać zatokę, przeciąć półwysep sorrentyński i dopiero potem wjechać na wąską SS 163 — ten odcinek jest najgorszy z całej drogi. Centrum miasteczka jest wyłącznie piesze, a droga okrąża je od góry, więc auto zostaje na jednym z dwóch płatnych parkingów przy Viale Pasitea. Amalfi, Ravello i Capri leżą poza planem, ich opisy trzymamy na podstronie jako materiał do decyzji, nie jako dzień wyjazdu.



Powrót inną trasą niż dojazd, przez Rzym i Bolonię. Droga do domu rozbita na trzy krótsze dni zamiast dwóch długich.
Sens tego przystanku jest głównie logistyczny, ale przy okazji zostaje wieczór i poranek w mieście z jednym z najstarszych uniwersytetów w Europie i freskami Giotta w kaplicy Scrovegnich.



Krótki odcinek przez Alpy, innym przejściem niż Brenner i w sobotę, więc z mniejszym ruchem. Ostatni nocleg przed dojazdem do Warszawy.
Ostatni nocleg wyjazdu. Następnego dnia zostaje już tylko najdłuższy przejazd powrotny — 859 kilometrów przez Wiedeń, Brno i Katowice. W notatkach nie ma opisu samego Grazu, więc podstrona czeka na uzupełnienie.

Ostatni i najdłuższy dzień powrotu — przez Wiedeń, Brno i Katowice do Warszawy.