Plac Tasso
Centralny punkt miasta i brama do historycznego centrum. Nazwany na cześć Torquata Tassa, urodzonego tu renesansowego poety, autora Jerozolimy wyzwolonej. Pośrodku stoi rzeźba patrona miasta, św. Antonina.



Poza planem · Bez noclegu·Miasto po drodze
Sorrento nie jest w tym wariancie etapem wyjazdu. Nocleg stoi po drugiej stronie Wezuwiusza, w Torre del Greco, a 17 września jedziemy do Positano — droga na Amalfitanę przecina półwysep tuż obok Sorrento, więc miasto da się dołożyć do tamtego dnia albo odpuścić.
Miasto jest dość duże i niemal całkiem płaskie, tyle że powstało na klifie wysokim na jakieś pięćdziesiąt metrów. Historyczne centrum jest małe i obchodzi się je wzdłuż i wszerz w parę godzin — schody zaczynają się dopiero wtedy, gdy chce się zejść do przystani.
To nie jest przystanek. Sorrento nie ma w tym planie ani noclegu, ani własnego dnia, więc nie występuje w osi „Trasa dzień po dniu” na dole strony — ta oś pokazuje wyłącznie realne etapy: noclegi i dni wypadowe. Notatki opisują jednak Sorrento najobszerniej ze wszystkich miast, więc opis został tu w całości, jako materiał do decyzji.
Centralny punkt miasta i brama do historycznego centrum. Nazwany na cześć Torquata Tassa, urodzonego tu renesansowego poety, autora Jerozolimy wyzwolonej. Pośrodku stoi rzeźba patrona miasta, św. Antonina.
Na zachód od placu Tasso ulica przechodzi w deptak pełen restauracji i sklepów, w sezonie wypełniony po brzegi. Jego najważniejszym zabytkiem jest katedra św. Filipa i Jana z XV- i XVI-wiecznymi ołtarzami, malowanym sklepieniem, tronem biskupim i chrzcielnicą, w której ochrzczono Tassa.
Równoległa do deptaka wąska uliczka o średniowiecznym charakterze, wypełniona warsztatami rzemieślniczymi, restauracjami i kramami z owocami. To tu czuć wiek miasta, którego na Corso Italia nie widać. Po drodze stoi Sedile Dominova, od XIV wieku miejsce spotkań lokalnej arystokracji, nakryte XVII-wieczną kopułą z majoliki i ozdobione XVIII-wiecznymi freskami.
Ogólnodostępny i darmowy park miejski, dla większości odwiedzających punkt obowiązkowy. Najważniejszy jest ciągnący się wzdłuż klifu taras widokowy na Zatokę Neapolitańską. Przy wejściu mural i ławka wyłożona majoliką.
Jeden z najstarszych zabytków miasta. Kompleks wzniesiono w XIV wieku na pozostałościach klasztoru z VIII stulecia i przez wieki wielokrotnie przebudowywano. Najbardziej znane są krużganki.
Druga najważniejsza świątynia Sorrento, z historią sięgającą XI wieku. Stanęła na obrzeżach starego miasta, w miejscu kaplicy z IX wieku, a jako budulca użyto pozostałości antycznych świątyń i willi, stąd granitowe kolumny, z których większość pochodzi ze starożytności. Wnętrze dostało barokowy wygląd w XVII wieku, przy zachowanej romańskiej fasadzie.
Z obu bocznych naw schodzi się do położonej niżej krypty.
Dawna dzielnica rybacka i aż do XIX wieku główny port miasta, schowany między wysokimi klifami. Droga z centrum prowadzi wzdłuż antycznych fortyfikacji, mija zabytkowy łuk i kończy się bramą z III wieku p.n.e., pozostałością rzymskiego portu.
Pierwszy dzień celowo krótszy. Nocleg w Bawarii, jeszcze przed Alpami, żeby nie wjeżdżać na Brenner po całym dniu za kierownicą.
Na zwiedzanie zostaje pół dnia i wszystko, co warto w tym czasie zobaczyć, mieści się na Starym Mieście w promieniu kilkunastu minut spaceru od Placu Mariackiego. O 11:00 i 12:00 rusza Glockenspiel na wieży ratuszowej; windą wjeżdża się na taras widokowy, ale okno czasowe trzeba zarezerwować wcześniej.



Przełęcz Brennera w niedzielny poranek i Werona po drodze. To jedyne przejście przez Brenner w tym wariancie — powrót idzie inną trasą.
Historyczne centrum jest na liście UNESCO, a miasto nosi tytuł „Miasta Renesansu”. Wszystko leży blisko siebie: zamek w fosie, katedra naprzeciwko ratusza i średniowieczna Via delle Volte z krytymi pasażami. Uwaga na dni zamknięcia, zamek nie działa we wtorki, muzeum katedralne w poniedziałki.



Najdłuższy odcinek na południe: Bolonia, Rzym, Neapol. Meldunek na cztery noce, do 18 września nic się nie pakuje. Baza stoi po neapolitańskiej stronie Wezuwiusza, nie na półwyspie sorrentyńskim.
Cztery noce w jednym miejscu to główna zaleta tego wariantu — przez trzy kolejne dni nic się nie pakuje. Torre del Greco leży między Neapolem a Pompejami, praktycznie u podnóża wulkanu: pod krater i do Neapolu jest stąd blisko, do Positano wyraźnie dalej. Samo miasteczko żyje z rzemiosła koralowego i kamei, które sięga tu czasów rzymskich.



Pętla autem z bazy: najpierw krater Wezuwiusza, po południu ruiny Pompejów, wieczorem powrót do tego samego apartamentu. Z Torre del Greco stoimy praktycznie u podnóża wulkanu.
Kolejność wyznacza bilet: na krater rezerwuje się konkretną godzinę i kupuje trzydzieści dni wcześniej. Wyjazd o 8:45, parking pod Wezuwiuszem koło 9:15, wejście na krater między 10:00 a 10:30, po południu Pompeje od strony Piazza Anfiteatro.



Wyjazd do Neapolu i powrót tego samego dnia. To najkrótszy dojazd w całym wyjeździe — miasto zaczyna się kilkanaście kilometrów dalej wzdłuż zatoki.
Z Torre del Greco to niecałe pół godziny wzdłuż zatoki, więc na samo miasto zostaje niemal cały dzień. Największym problemem organizacyjnym jest tu auto — dlatego lista parkingów strzeżonych jest na tej podstronie ważniejsza niż lista zabytków.



Najdalszy i najbardziej wymagający wypad z bazy. Dojazd prowadzi przez półwysep sorrentyński i najtrudniejszy odcinek Amalfitany, więc to wyprawa na dobrą część dnia, nie skok na pół dnia.
Z Torre del Greco trzeba objechać zatokę, przeciąć półwysep sorrentyński i dopiero potem wjechać na wąską SS 163 — ten odcinek jest najgorszy z całej drogi. Centrum miasteczka jest wyłącznie piesze, a droga okrąża je od góry, więc auto zostaje na jednym z dwóch płatnych parkingów przy Viale Pasitea. Amalfi, Ravello i Capri leżą poza planem, ich opisy trzymamy na podstronie jako materiał do decyzji, nie jako dzień wyjazdu.



Powrót inną trasą niż dojazd, przez Rzym i Bolonię. Droga do domu rozbita na trzy krótsze dni zamiast dwóch długich.
Sens tego przystanku jest głównie logistyczny, ale przy okazji zostaje wieczór i poranek w mieście z jednym z najstarszych uniwersytetów w Europie i freskami Giotta w kaplicy Scrovegnich.



Krótki odcinek przez Alpy, innym przejściem niż Brenner i w sobotę, więc z mniejszym ruchem. Ostatni nocleg przed dojazdem do Warszawy.
Ostatni nocleg wyjazdu. Następnego dnia zostaje już tylko najdłuższy przejazd powrotny — 859 kilometrów przez Wiedeń, Brno i Katowice. W notatkach nie ma opisu samego Grazu, więc podstrona czeka na uzupełnienie.

Ostatni i najdłuższy dzień powrotu — przez Wiedeń, Brno i Katowice do Warszawy.